|
Osada wojskowa oddalona od wsi Radomyśl ok.4 km. Osadę zamieszkało 11 rodzin osadników
wojskowych. Każda rodzina posiadała parcele od 10 do 16 ha inwentarz żywy narzędzia rolnicze oraz
zabudowania. Budynki mieszkalne i gospodarcze były nowo wybudowane. Ziemie dobre uprawiano głównie pszenicę, buraki, ziemniaki,
żyto. Wieś zadbana na miejscu był sklep spożywczy, natomiast do kościoła było ok.5km do
miejscowości Złoczówka, szkoła znajdowała się w miejscowości
Bilcze. Gospodarstwa położone były równolegle wzdłuż drogi.
wstępny WYKAZ RODZIN, stan z około
1939
r. |
|
1. |
zajączkowski |
Daniel, żona Agata, dzieci: Józef,
Siergiej, |
|
2. |
PELC |
Stanisław, córka Wanda Helena, |
|
3. |
RECZEK |
IN., |
|
4. |
JAROSZ |
Franciszek r.1893 -syn Józefa i Anny, żona Florentyna r.1897 z
d. Kapuścińska, dzieci: Władysław r.1922, Felicja r.1925, Krystyna r.1929, Mirosława r.1930, Danuta r.1933.
|
Obecnie brak
więcej informacji. Proszę
Państwa o pomoc w uzupełnianiu wykazu.
|
|
|
L.p.
|
Imię Nazwisko |
Przekazane informacje w okresie i zakresie: |
E-mail (lub inny kontakt) (a)=@ |
1. |
Michał Suchodolski |
[listopad 2006] poz. 1. |
stiopa2004(a)wp.pl |
2. |
Henryk Lesiński |
[marzec 2008] poz. 4. oraz
wstęp. |
lucynka.lesinska(a)wp.pl |
|
MATERIAŁY
DODATKOWE:
PRZEGLĄD UNIWERSYTECKI nr 3 (101) maj-czerwiec 2006.
"Raport z życia" - Wanda
Ellis
z d.Pelc. [...] Jak tylko sowieci weszli do kraju, zjawili się w domu mego ojca Stanisława – rzeźbiarza i malarza, żołnierza I wojny, działacza politycznego i społecznego. 10 lutego
(1940r. -admin) o trzeciej nad ranem zapukano do drzwi. Ojciec wstał i najpierw zapytał kto tam, odpowiedź: ZSRR. Otwierając drzwi ojciec już wiedział, co się
będzie działo. Nawałnica wpadła do domu – żołnierze z karabinami, a z nimi kilku przedstawicieli władz. Natychmiast aresztowano ojca i wujka, brata mojej matki. Z krzykiem
przetrząśnięto cały dom. Szukano amunicji i broni. Gdzie jest broń?! Dawajcie broń! W domu nie było już
broni, bo przed wojną policja zbierała wszystkie karabiny i rewolwery i mój ojciec oddał swój karabin, który miał jeszcze z I
wojny. Matka z płaczem wstała z łóżka, dzieci krzyczały. Dano nam pół godziny na spakowanie się do wyjazdu. Zima straszna – ponad 40 stopni poniżej zera. Nie dano nam nawet napić się gorącej herbaty ani mleka, nie mówiąc już o jakimkolwiek posiłku. Pozwolono nam wziąć ciepłe ubranie, pościel i narzędzia.
Jakie? Siekiery, łopaty i piły. Bo nas wieźli do syberyjskich lasów. Ojciec i wujek wciąż siedzieli na podłodze pod muszką
karabinu. My z mamą już siedzieliśmy na saniach. Konie zaprzężone. Już myśleliśmy, że
ojciec z nami nie pojedzie, bo były wypadki, że dawnych żołnierzy i działaczy różnych organizacji
rozstrzeliwano. Ale Pan Bóg czuwał nad nami. W ostatniej chwili wyprowadzono ojca. Żołnierze utworzyli szpaler,
trzymając karabiny w rękach prowadzili niewinnego człowieka. A jak już byliśmy gotowi i cała osada
wojskowa Maczki Wołyńskie już też stała w kolejce, to ruszyliśmy na odległą 12 kilometrów stację. Dzieci i
kobiety mogły jechać na saniach. Mężczyźni szli piechotą. Śnieg po kolana. Dojechaliśmy do stacji. Tam już stał pociąg. Towarowy pociąg – nie było widać ani początku ani końca, a w wagonie do którego nas
wsadzono już byli ludzie. Bo w ten jeden dzień – 10 lutego – deportowano 150 tysięcy ludzi. Przeważnie
osadników, leśników oraz osoby z różnych kolonii.[...] |
|
66 niezapomnianych lat temu! - Leopold Terlicz-Witkowski
(źródło) Jest dzień 10 lutego 1940 r. O godzinie 5 rano do drzwi domu mego wuja w osadzie wojskowej Maczki Wołyńskie koło Łucka, u którego czasowo przebywaliśmy po ucieczce z własnego domu w osadzie wojskowej Poniatówka, powiat Zdołbunów, w nachalny, bezczelny sposób zaczęli walić uzbrojeni w karabiny milicjanci czerwoni i NKWD krzycząc: Dawaj odkrywaj dwiery, zdzieś NKWD!
Zerwana ze snu matka, wystraszona, płaczać - po kilku minutach otworzyła drzwi i wpuściła
do domu czerwonych łotrów. Dawaj sobieraj sia! Macie pół
godziny, żeby być gotowym do wyjazu. Towarzysz Stalin i
radziecka władza nakazała was wywieźć jako element
niebezpieczny do Kraju Radzieckiego, gdzie wam niczego nie
braknie - chleba i pracy u nas nie brakuje! Tow. Stalin,
ojciec narodu, będzie się wami opiekował a do domu
Najmłodszy mój mały braciszek, obudzony - widział uzbrojonych milicjantów i NKWDzistów - darł się okropnie, nawet dziadek ani ciotka nie mogli go uspokoić. Milicjantowi Żydowi nie podobało się to, że stałem i patrzyłem jak on i jego wspólnicy napadu robili porządki w naszym domu - rozkazywali co mamy brać i spieszyć się, bo czas do wyjazdu nadchodzi, więc otrzymałem kopniaka w tylką część mojego ciała i zatrzymałem się na dużym koszu, którego NKWD-zista nie pozwolił wziąć.
Tymczasem na dworze w tym czasie kiedy szykowaliśmy się do wyjścia z domu szalała zima stulecia - mróz dochodził do 40 st. Celsjusza poniżej zera! A drzewa owocowe pękały jak zapałki. Po kolei wyprowadzali nas z domu i kazali siadać na sanie, które już czekały przed domem, zaprzężone w nasze własne konie, którymi przyjechaliśmy, a raczej uciekliśmy z domu w Poniatówce. Dwie piękne klacze, Mura i Mucha odwiozły nas w ostatnią
drogę na stację kolejową, było to bardzo przykre pożegnanie,
wszyscy płakaliś ?drogę?
Na głównej drodze do Radomyśla stały już załadowane sanie - rodzina Pelca i rodzina Reczka. Na sąsiedniej osadzie po drugiej stronie drogi - nie było nikogo, płk. St. Maczek służył zawodowo w Wojsku Polskim, a dzierżawca por. Bator nie był na działce - załadowani na sanie dołączyliśmy do kolumny, która ruszyła w drogę i kierowała się na stację Nieswicz, gdzie nas załadowano do cuchnących wagonów bydlęcych. I tu właśnie w tym miejscu i tym czasie odebrano nam, Polakom, ostatnią odrobinę godności ludzkiej, co nam pozostała! |
Data powstania strony: listopad 2006 r., ostatnia
aktualizacja: marzec 2008 r.
podstrona jest częścią www.wolyn.ovh.org
Strony
o Wołyniu przystosowane do rozdzielczości ekranu 1024 x 768
|
|