CZY ZNASZ PRAWDĘ O WOŁYNIU? (fragment
maszynopisu, przypuszczalnie z
1944 r. nieznanego autora)
W chwili wybuchu wojny, polski stan posiadania na Wołyniu wynosił około 360.000 ludności, z czego około 280.000 przypada na ludność wiejską, posiadającą około 42.000 gospodarstw, a około 80.000 na miejską. Po czterech i pół latach wojny, pozostało na Wołyniu nie więcej jak 70.000 osób zgromadzonych przeważnie w większych miastach. Do takiego wyludnienia ziemi wołyńskiej z Polaków doprowadziły głównie trzy wrogie akcje: bolszewicka, ukraińska i niemiecka.
Bolszewicka objęła około 130.000, ukraińska około 140.000, niemiecka około 30.000 osób, resztę w ilości
około 70.000 niszczy obecnie front bojowy i związana z tym bezwzględna ewakuacja. Jeżeli machiny wojenne; niemiecka i bolszewicka zmagać się będą na ziemi wołyńskiej jeszcze przez kilka miesięcy w dotychczasowy, niszczycielski sposób - zetrą niechybnie i tę resztkę Polaków, która się tam jeszcze ostała. Los tej resztki,
nie przekraczającej 20% przedwojennego stanu, w ręku Opatrzności, bo nie wydaje się, by jakiekolwiek wysiłki polskich organizacyj uratować ją mogły. Natomiast jeszcze jest możliwy ratunek polskiej ludności przez powyższe wrogie akcje rozproszone poza granicami Wołynia. Rozproszeniu uległo ogółem około 130.000, z czego na okres 1939/40 (akcja bolszewicka) przypada około 50.000 osób, a na okres 1940/43 (akcja ukraińska) około 80.000 osób. Tę ostatnią cyfrę powiększają ciągle ofiary niemieckiej akcji ewakuacyjnej. Na
uchodźstwo z okresu 1939/40 składa się przeważnie ludność miejska (inteligencja urzędnicza, wolne zawody, właściciele nieruchomości, posiadacze większych warsztatów handlowych i przemysłowych
itp.) oraz więcej uświadomiona część ludności wiejskiej (osadnicy,
oficjaliści dworscy, rodziny policjantów, wojskowych, nauczycielstwo
itp.), element zaradniejszy, który głównie na terenie województw
środkowych znalazł sobie pracę zarobkową i przystosował się już do zmienionych warunków życia. Ci poradzą sobie sami. Poradzą sobie również uchodźcy, rekrutujący się z resztki osadnictwa cywilnego, które bolszewicy nie zdążyli wywieźć, natomiast koniecznej i gwałtownej opieki wymaga
większość wychodźstwa z okresu 1942/43 oraz z okresu bieżącego. Uchodźcy ci nie znający warunków
życia na terenach na które ich los rzucił, pragnący jak najmniej oddalić się od swoich stron, by móc co najrychlej do nich powrócić, co też niechybnie przy pierwszej sposobności uczynią, by nadal pełnić swoją misję dziejową na Kresach. Wyparci ze swojej ziemi w ostatnim momencie zagrożenia przeważnie z niczym,
znajdują się bez środków dożycia, bez ciepłego okrycia i niezbędnej odzieży.
Od lipca 1943 roku do bieżącej chwili przez ewakuację Lwowa przeszło około 50.000 uchodźców wołyńskich. Ich sytuacja finansowa przedstawia się wręcz katastrofalnie. Po przybyciu do Lwowa otrzymali po 50 zł na członka rodziny, jako jednorazową zapomogę oraz na jakiś czas pobyt w schronisku. Dla tych nędzarzy, którzy w
kilkumiesięcznej tułaczce utracili resztki swojego mienia, była to pomoc minimalna, zabezpieczająca ich w pierwszych dniach pobytu we Lwowie.
Skromna ta pomoc pociągała za sobą wydatek miesięczny w sumie 500.000 zł., obecnie wydatek taki nie ma pokrycia, ofiarność społeczeństwa wskutek działań wojennych zmalała na tyle, że nie starczy nawet na pokrycie tak minimalnego zaopatrzenia, jak wspomniana wyżej pomoc nowoprzybywającym. O dalszej pomocy w tych warunkach nie może
być mowy, a w następstwie wyjazdu ze Lwowa wielu firm, nie mogą uchodźcy pomagać sobie zarobkami, zaś brak u wielu zameldowania się we Lwowie pozbawia ich nawet kartkowego chleba - grozi im
skrajna nędza i śmierć głodowa. Wielu też decyduje się na rozpaczliwy krok, podając się sami, jako ochotnicy na wyjazd na roboty do Niemiec.
Sytuację wybitnie pogarsza napływ uchodźców ze wschodnich powiatów Małopolski, na skutek rozległych mordów ukraińskich oraz przymusowej ewakuacji, co na terenie Lwowskiego Komitetu Opiekuńczego z konieczności sprowadza akcję pomocy dla Wołyniaków na plan drugi. A tu ratunek jest szczególnie potrzebny. Nawet w tak ciężkich czasach,
jakie właśnie przeżywa naród polski, nie można zapominać, że ziemia wołyńska, ze
względu na swe położenie i wysoką urodzajność swoich gleb, jest najcenniejszą z ziem kresowych dawnego zaboru rosyjskiego i że mimo tej cenności polski stan posiadania etniczny zniszczony w czasie półtorawiekowego zaboru, a w
ciągu dwudziestolecia niepodległości nie odbudowany, przedstawiał się tam bardzo skromnie.
Obecna wojna sprowadziła kompletną ruinę. Wymordowano około 70.000 osób (bolszewicy około 10.000,
Ukraińcy około 50.000, Niemcy około 10.000), przymusowo wywieziono na zniszczenie w dalekie kraje lub do obozów około 90.000 (bolszewicy około 60.000, Niemcy w związku z akcją ukraińską około 10.000, a w związku z ewakuacją około 20.000). Ilu powróci wygnańców z Sybiru lub z pośród deportowanych do Niemiec trudno dziś orzec i raczej liczyć się należy ze stratą tej części ludności, która jeszcze w liczbie około 70.000 pozostaje na Wołyniu. Dlatego szczególną troską i poświęceniem zająć się trzeba tymi, którzy straciwszy wszystko potrzebne do życia, ocalili samo życie, bezcenne dla polskości Wołynia. Może to są ostatni żywi reprezentanci polscy tamtych stron, ratujmy ich przeto przed uśmierceniem w niemieckich łagrach czym
prędzej, dopóki korzystają ze względnej swobody, ograniczanej zresztą coraz to więcej zaostrzającymi się przepisami o zameldowaniu uchodźców z
tzw. Ostgebietu.
[...]
http://www.ipn.gov.pl/a_230603_wolyn.html |