Polacy i Rusini w zaborze austriackim
Krzysztof Bulzacki
Zanim zrodził się szowinizm i nacjonalizm, Polacy, Litwini i Rusini tworzyli jeden naród, a nawet jedną rodzinę przez kilkaset lat wielokrotnie z sobą skoligaconą, a początek wieku dziewiętnastego rozszerzył krąg koligacji, łącząc szlachtę z mieszczanami, a nawet częściowo z wieśniakami. Naród, który żył w Rzeczypospolitej w swym założeniu wyprzedził idee Zjednoczonej Europy i to było zagrożeniem dla mocarstw ościennych, dla potęg imperialnych ówczesnej Europy, szczególnie dla Rosji, Prus i Austrii. I niestety szlachta polska nie umiała obronić "złotej wolności", nie umiała pokierować losami całego narodu złożonego ze szlachty, mieszczaństwa i chłopów, wykorzystać dla Rzeczpospolitej fakt, że od czasów Rewolucji Francuskiej nastała epoka świadomości narodowej wszystkich warstw społecznych. Szlachta polska złożona z Polaków, Litwinów, Rusinów i innych narodowości zaprzepaściła szansę kontynuowania wielkiej idei Jagiellonów. W dziewiętnastym wieku w domach ruskich, wśród polskich obrazów wisiał portret Tarasa Szewczenki, czy też litografowany przez Stolza wizerunek księcia Lwa. Nie było Jeszcze miejsca dla bardzo kontrowersyjnego "bohatera ukraińskiego" Bohdana Chmielnickiego. Dawną wspólnotę duchową potwierdzają nie tylko autorzy polscy, oto ikonologiczny dokument z wiersza ruskiego poety Platona Kosteckiego pt. "Nasza mołytwa" : "W imia Otca, Ducha, Syna - To nasza mołytwa: - Jako Trójca, tak jedyna -Polszcza, Ruś i Łytwa! - Odnaw Boha Korolewa - Mołytsia za namy: - Z Czenstochowy, Poczajewa, - I znad Ostroj Bramy!" Mychajło Drahomaniw cytuje pieśń ludową kończącą się słowami: "Oj, wony idut', sylno rydajut' - Da Chmelnickoho prokłynajut': - '"Bodaj toho Chmelnyćkoho - perwa kula ne mynula, - a druhaja ustrelila, - u serdeńko ucelila." Wspólnocie polsko - ruskiej służył mądry kalendarz, bowiem obowiązywały u nas dwa kalendarze: juliański i gregoriański. Na "polskie" święta Bożego Narodzenia Rusini przychodzili do Polaków, a na Trzech Króli wypadały święta "ruskie" i Polacy szli do Rusinów, tak szła siostra do siostry, aby wspólnie zaśpiewać kolędę "Boh predwycznyj nam narodywsia", co nie znaczy, że śpiewano tylko po rusku. Polacy i Rusini śpiewali po polsku i po rusku, nikomu to nie przeszkadzało. Grecko-katolicki ksiądz Jarymowicz z cerkwi św. Piotra i Pawła uczył religii (po polsku) w szkole Zimorowicza, a jego syn zwerbował kolegów Polaków, aby śpiewali w chórze w cerkwi, jednym z nich był przyszły literat Mieczysław Opałek. We Lwowie Rusini mówili przeważnie po polsku, a na wsi Polacy mówili prawie wyłącznie po rusku. Kościoły budowano przeważnie w miastach, a po wsiach budowano prawie wyłącznie cerkwie, niemal aż do pierwszej wojny światowej. Księża ruscy mówili w domu po polsku, bowiem Język polski był językiem ogłady i bogatej literatury. Tak było przez wiele lat, dopóki Austriacy nie zwietrzyli interesu w podzieleniu nas. Zaczęli od władz kościelnych, od grecko katolickiego arcybiskupa Grzegorza Jachimowicza, a po kilku dziesiątkach lat doprowadzono do "oczyszczenia" ścian niskich domów z polskich obrazów, zniknęła ze ścian Matka Boska Częstochowska. O procesie formowania się ukraińskiego ruchu narodowego pisze na str.25 "Cmentarza Łyczakowskiego" prof. Stanisław Nicieja i na pozór ma rację. Na pewno proces formowania się ukraińskiego ruchu narodowego oraz nowoczesnego języka ukraińskiego był długotrwały - jak to wykazywał w swych monografiach Jan Kozik. Nie można się jednak zgodzić, ze był on hamowany przez polski obóz konserwatywny. Jak i administrację austriacką. To właśnie administracja austriacka była motorem przekształcania Rusinów na Ukraińców, dopatrując się w tym przygotowania możliwości aneksji Ukrainy. Świadoma tego działania Rosja, skutecznie hamowała ten proces, paraliżując całkowicie rozwój tego ruchu na Ukrainie, jak również zabiegała z niemałym powodzeniem o wywołanie wśród Rusinów nastrojów "moskalofilskich". Nie należy się dziwić, że we Lwowie, stanowiącym wówczas "wielką, świetnie zorganizowaną enklawę polskości" - jak pisał w grudniu 1845 roku Jaków Hołowacki do Osypa Bodiańskicgo - "polszczyzna wszystko przygłuszyła, przytłumiła Ruś, oświecony Rusin wstydzi się języka, chwyta się polskiego, mówi i posługuje się nim, lżej mu wysłowić się w języku polskim, wyuczonym w szkole i społeczeństwie, niż w swoim przyrodzonym". A Iwan Franko dodawał - "Polacy mogli śmiało myśleć, że w Galicji nie ma żadnej Rusi, że jest to jeden naród polski, gnębiony przez Niemców", rzecz jasna i zrozumiała, że chodzi tu o Austriaków, którzy mówili i mówią po niemiecku. Niedobrym zjawiskiem było to, że młoda Inteligencja ruska szła drogą najmniejszego oporu, przyjmując język i kulturę polską, już gotową, zamiast pracować nad rozwojem języka ruskiego i swojej własnej kultury, ale nie było to łatwe do przeprowadzenia w polskim mieście, w środowisku polskim, w którym nawet Austriacy ulegali polonizacji. We Lwowie środowisku polskiemu nadawał ton silny żywioł inteligencki, lud pozbawiony tego żywiołu i jego przewodnictwa w życiu, na Mazurach i na Śląsku systematycznie ulegał obcym wpływom i skazany był na zagładę. Podobne niebezpieczeństwo zagrażało ludowi ruskiemu. Prace nad rozwojem nowożytnego języka ukraińskiego nie zostały rozpoczęte na Ukrainie, ale w Małopolsce Wschodniej wśród Polaków i pierwszymi, którzy położyli fundamenty tego dzieła byli: Osyp Łewyćki. Iwan Mohylnyćki, Markian Szaszkewycz, Jakow Hołowacki, Iwan Wahylewycz i chociaż do nich przystali tacy Rusini jak Denys Zubryćki, który głosił jedność Rusi z Rosją, zwolennik idei "jedinstwa russkawo naroda", trzeba przyznać teraz, że to właśnie wychowani w Polsce Ukraińcy walczą obecnie w Kijowie o niepodległość i niezależność Ukrainy od Rosji. Powstanie w dziewiętnastym wieku wśród Rusinów odłamu t.zw. "Moskalofili" było ciosem dla austriackiej polityki, ale i Polacy, którzy popierali rozwój kulturalny, piśmiennictwo, teatr rozwijającego się narodu ukraińskiego ponieśli porażkę nie przewidując skutków. Z działań tych wyrósł nacjonalizm ukraiński, który współpracując z wszystkimi wrogami Polski - Austrią, Niemcami, Rosją i Sowietami osiągnął szczyt podczas drugiej wojny światowej i winny jest zbrodni ludobójstwa, pół miliona ofiar, mężczyzn, kobiet t dzieci. księży i nauczycieli, w ściśle określonym celu wyniszczenia polskiej społeczności. Od początku tego wieku do l listopada 1944 roku arcybiskupem grecko-katolickim we Lwowie był Andrzej Szeptycki wnuk Aleksandra hr. Fredry, wśród jego sześciu braci było pięciu Polaków, najsławniejszym był gen. Stanisław Szeptycki - pod rozkazami Józefa Pilsudskiego dowódca frontu północnego w wojnie polsko - bolszewickiej. W kościele w Rudkach, na "Sowieckiej Zachodniej Ukrainie", rozbito krypty i powyrzucano z trumien zwłoki, również zabalsamowane zwłoki Aleksandra hr. Fredry. Przed paru laty odnaleziono je w śmieciach i gruzach. Po zidentyfikowaniu zwłok dokonano powtórnego pochówku całej rodziny Fredrów w nowych trumnach. Kościół został odnowiony i oddany wiernym. W literaturze polskiej temat ukraiński jest często spotykany. Przypomnijmy tylko "Wernyhorę" Michała Czajkowsklego, mahometańskiego męża Ludwiki Śniadeckiej i napisaną sercem po ostatniej wojnie piękną książkę o Tarasie Szewcence przez Jerzego Jędrzejewicza pt. "Noce Ukraińskie czyli rodowód geniusza". Myślę, że takich książek o Polakach w literaturze ukraińskiej po prostu nie ma. Nie wyobrażam sobie, aby szowinizm ukraiński akceptował ilustrowanie książek ukraińskich polskimi obrazami, jak na przykład Stanisława Batowskiego "Kozacy wiwatujący na widok ataku husarii pod Chocimiem", lub Jana Matejki "Lirnik - Wernyhora". To była nasza wspólna historia, ta która nas łączy, kiedy byliśmy naprawdę towarzyszami broni. Na Polakach l Ukraińcach spoczywa obowiązek przeprowadzenia uczciwych rozmów, opartych na prawdzie historycznej, trzeba mówić o tym co nas łączy, ale nie wolno zapominać co nas dzieli, należy wybaczać winy, ale też należy prosić o wybaczenie. Tymczasem Ukraińcy milczą, a co niektórzy Polacy dmuchają w ukraińską tubę, nazywając zbrodnicze UPA towarzyszami broni AK, chyba tylko na tej zasadzie, że spotykali się w więzieniach UB-owskich, zresztą razem z katami z gestapo. Niczego bardziej fałszywego nie można wymyśleć. Trudne jest pojednanie dwu bratnich narodów. Jednej krwi matczynej i niemożliwe do przeprowadzenia z pominięciem prawdy. Trudny jest do przeprowadzenia rozwód między Polakami i Ukraińcami.
Źródło tekstu:
1. K.Bulzacki - "Polacy i Ukraińcy - trudny rozwód" - Wrocław 1997.
Opracowanie strony: C P.Jaroszczak - Przemyśl 2003